homemailmap
kanonierzy
Goalkick.pl

Szczęście sprzyja lepszym, czyli 4-1 na Goodison Park!

29.12.2007; 19:08 / Mikołaj Dusiński

- Dziś o godzinie 18:15 na Goodison Park Kanonierzy rozpoczęli spotkanie z rewelacyjnie spisującym się w obecnym sezonie Evertonem. Arsenal musiał sobie w tym meczu poradzić m.in. bez kontuzjowanych Robina van Persiego i Theo Walcotta. Co ciekawe, Arsene Wenger postawił na atak w składzie Bendtner + Eduardo, a dotychczasowi podstawowi gracze – Rosicky i Adebayor rozpoczęli spotkanie na ławce.

Prognozy ekspertów potwierdziły się w 100%. To było bardzo ciężkie spotkanie dla Kanonierów. Nie dość, że do przerwy przegrywaliśmy 0-1, to jeszcze Bendtner wyleciał z boiska w bardzo głupich okolicznościach. Na szczęście Nasi zawodnicy po raz kolejny w tym sezonie wykazali się charakterem i wygrali 4-1. Zapraszam do lektury opisu tego spotkania.

Mecz rozpoczął się spokojnie, od walki w środku pola. Widać było szacunek, jakim darzą się oba zespoły. Pierwsza groźna akcja Arsenalu miała miejsce w 4. minucie, ale skończyła się jedynie chwilą zamieszania pod bramką Howarda, zablokowanym strzałem Fabregasa i wybiciem piłki przez obrońców. Mecz był w tej fazie taki ciekawy, że komentatorzy C+ dyskutowali o spotkaniu Carling Cup z Blackburn.

Bardzo aktywna była lewa strona Kanonierów, szczególnie Clichy. Ale kolejną groźną akcją była wrzutka Sagny z prawej flanki w 8. minucie. Niestety obrońcy Evertonu kolejny raz spisali się na medal. Atakom Kanonierów wciąż brakowało tego słynnego błysku.

W 11. minucie Lehmann zaczął się rozgrzewać za linią boczną, ale okazało się, że Almunii nic nie jest i może kontynuować grę (decyzja trenera o wysłaniu Jensa na rozgrzewkę nie była poprzedzona żadnym starciem z udziałem hiszpańskiego bramkarza). Gra wciąż koncentrowała się w środku pola, było sporo walki, ale mecz specjalnie ciekawy nie był. Tomasz Smokowski opowiadał o tym, jak wyglądał mecz Tottenhamu z Reading (6:4)…

W 19. minucie Everton wywalczył pierwszy rzut rożny, gdy Yakubu zmusił Toure do interwencji przy linii bocznej. No i niestety tracimy gola. Z kornera wrzucił Arteta, potem nastąpiły 2 rykoszety od Sagny i Bendtnera i piłkę do siatki „ciosem karate” wpakował Cahill, choć gola można równie dobrze zapisać główkującemu Yakubu (obaj dotknęli piłki).

Co ciekawe, po strzeleniu gola Everton nie oddał inicjatywy i raz po raz atakował bramkę Almunii. Na szczęście nie były to specjalnie finezyjne czy groźne akcje. Gracze z Liverpoolu doskonale grali pressingiem, dzięki czemu Kanonierzy mieli trudności z przedostaniem się pod pole karne. Everton złapał wiatr w żagle i bywały okresy, gdy nie pozwalał Londyńczykom wyjść za połowę!

W międzyczasie Arteta bił kolejne kornery, po których zawsze było groźnie. W 31 minucie Pienaar wystawił piłkę Yakubu, po czym ten oddał niecelny strzał z 18. metrów zamiast oddać piłkę do lepiej ustawionego partnera, co uchroniło Nas od groźnej sytuacji. Jedynym sposobem Arsenalu na wyprowadzanie kontrataków były długie piłki na Bendtnera i Eduardo, którzy większość pojedynków główkowych przegrywali. O próbach akcji kombinacyjnych Kanonierów nie ma co wspominać…

Wreszcie w 35. minucie Kolo Toure wziął sprawy w swoje ręce i oddał strzał z bardzo daleka, który dał Nam pierwszy korner. Efektem tego stałego fragmentu gry był strzał głową Eduardo, niestety bardzo niecelny. W 37. minucie niezła kombinacja 3 podań w wykonaniu Evertonu zakończyła się bardzo niecelnym strzałem Neville’a sprzed szesnastki. W międzyczasie rozpadało się nad stadionem Goodison Park. Czyżby niebiosa płakały nad dyspozycją Kanonierów?

W 40. minucie Yakubu wyszedł na dobrą pozycję, ale świetna interwencja Toure zażegnała niebezpieczeństwo. Yakubu przewrócił się w polu karnym, ale arbiter słusznie nie użył gwizdka. Arsenal opanował środek pola, ale niestety nie wynikały z tego żadne konkretne sytuacje.

W 44. minucie Eduardo zagrał sekundkę za późno do Fabregasa, co uniemożliwiło Hiszpanowi oddanie strzału. Ta akcja przerodziła się w oblężenie bramki Evertonu. W 45. minucie strzał Toure z wolnego trafił w mur, a poprawka okazała się bardziej niecelną wrzutką niż pełnoprawnym strzałem. W 46. minucie Arteta chciał zaskoczyć Almunię strzałem po ziemi sprzed pola karnego, ale bramkarz Arsenalu nie miał problemów ze złapaniem piłki.


No cóż, lepiej się II połowa dla Kanonierów zacząć nie mogła! 46. minuta – doskonała długa piłka od Clichy’ego z własnej połowy do Eduardo. Chorwat doskonale przyjmuje piłkę na klatkę w polu karnym, i strzela spokojnie obok interweniującego Howarda. Wynik brzmi więc 1-1.

Kanonierzy chcieli od razu po strzeleniu bramki pójść za ciosem, ale strzał Hleba sprzed pola karnego minął bramkę w znacznej odległości. W 51. minucie Adebayor i Diarra rozpoczęli rozgrzewkę.

W 53. minucie Arsenal wywalczył korner, ale nie stworzył żadnego zagrożenia dla Howarda. Chwilkę później niezłą indywidualną akcję przeprowadził Diaby, ale gdy wszedł z dryblingiem między 4 obrońców, to stracił piłkę.

W 57. minucie długi atak pozycyjny przeprowadził Everton. Skończył się on doskonałą wrzutką z prawego skrzydła Lescotta wprost na głowę Yakubu. Na szczęście Nigeryjczyk jest obecnie w słabszej dyspozycji i dlatego nie trafił w bramkę. Inna sprawa, że wcześniej „porozstawiał” Naszych obrońców.

Minutę później Eduardo udowodnił, że jest snajperem z prawdziwego zdarzenia! Po dwójkowej akcji z Bendtnerem chorwacki napastnik ograł w dziecinny sposób ostatniego obrońcę Evertonu (Jagielkę). Dzięki temu wyszedł sam na sam z Howardem i z zimną krwią wpakował piłkę między bramkarza a lewy słupek strzałem po ziemi. Prowadzimy 2-1!

Everton nie poddał się jednak i w 64. minucie przeprowadził niezłą akcję lewą stroną, której efektem były 2 kolejne kornery i dłuższe oblężenie bramki Arsenalu. Na szczęście Cahill zmarnował okazję do oddania mocnego strzału z woleja z ok. 8 metrów.

W 66. minucie Eduardo po przyjęciu piłki zagranej z własnej połowy wyszedł na kolejną okazję sam na sam z bramkarzem, ale tym razem zagrał ręką i otrzymał żółtą kartkę. Inna sprawa, że jego strzał i tak trafił do rąk Tima Howarda. W 71. minucie na boisku pojawił się niedoszły reprezentant Polski Andy Johnson. David Moyes zagrał va banque, zdejmując obrońcę Tony’ego Hibberta.

W 74. minucie Bendtner wykazał się rażącą głupotą. Kopnął Johnsona bez piłki, za co zarobił drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że za minutę miał go zmienić Adebayor. Emmanuel wszedł więc za Eduardo. Do końca meczu będziemy musieli grać w 10…

Everton, co zrozumiałe, rzucił się na Kanonierów. W 76. minucie zakotłowało się pod bramką Arsenalu, ale obrońcy wybili piłkę sprzed pustej bramki. Chwilę później dobry strzał sprzed pola karnego po ziemi oddał Carsley, ale Almunia spokojnie złapał piłkę i spróbował rozpocząć kontratak.

Uff, dobrze że mamy dzisiaj więcej szczęścia niż umiejętności. Tim Howard nie zrozumiał się z obrońcą i żaden z nich nie wybił prostej piłki, zagranej przez bramkarza Manuela Almunię. Instynktem wykazał się Adebayor, przejął piłkę i spokojnie wpakował do siatki. W 78. minucie wynik brzmi 1-3!

Gracze Evertonu po raz kolejny ruszyli do szturmu. Na szczęście ich ataki sprawiały wrażenie dość nieporadnych. W 82. minucie za kompletnie bezproduktywnego Hleba wszedł Lassana Diarra. To dopiero jego ósmy występ w tym sezonie.

W 83. minucie grający bardzo dobrze w tym meczu Arteta nie wytrzymał presji i uderzył łokciem Fabregasa, za co otrzymał czerwoną kartkę. Inna sprawa, że Cesc ułatwił sędziemy decyzję, upadając dość teatralnie. Na boisku zakotłowało się, gracze obu stron skoczyli sobie do gardeł. Na szczęście arbiter zdołał zapanować nad sytuacją.

Everton wciąż nie dawał za wygraną. W 87. minucie Andy Johnson został zablokowany w dobrej sytuacji. Korner, który bili chwilę później the Toffies nie spowodował większego zagrożenia. W 88. minucie przy akompaniamencie gwizdów kibiców Evertonu i braw zwolenników Arsenalu zszedł z boiska Fabregas. Zastąpił go Rosicky.

W końcówce Everton naciskał, a Kanonierzy kontrowali. No i jedna z takich kontr zakończyła się wymianą prostopadłych podań między Diaby’m, Adebayorem i Rosicky’m. Czech zakończył tę akcję w 93. minucie mocnym strzałem po ziemi w lewy róg bramki. Dobijamy Everton i kończymy mecz z rezultatem 4-1!

Arsenal wraca na pozycję lidera i wszyscy liczymy, że nie odda jej już do końca sezonu!

Everton - Arsenal Londyn 1-4 (1-0) - oglądnij bramki
[ 1-0 T. Cahill 19' ]
[ 1-1 Eduardo 47' ]
[ 1-2 Eduardo 58' ]
[ 1-3 E. Adebayor 78' ]
[ 1-4 T. Rosicky 90' ]


Skrót spotkania: [ ŚCIĄGNIJ ]

Posiadanie piłki: 60% - 40%
Strzały (celne): 11-10 (4-7)
Rzuty rożne: 10-2
Faule: 14-13

Żółte kartki: Bendtner, Eduardo, Clichy, Fabregas, Flamini
Czerwone kartki: Arteta - Bendtner

Miejsce: Goodison Park
Godzina: 18:15
Data: 29/12/2007
Arbiter: Martin Atkinson
Frekwencja: 39443

Skład Evertonu: 24 Howard - 02 Hibbert (71 Johnson), 04 Yobo, 16 Jagielka, 05 Lescott - 06 Arteta, 26 Carsley, 18 Neville, 20 Pienaar - 17 Cahill, 22 Yakubu
Ławka rezerwowych: 33 Wessels, 08 Johnson, 14 Vaughan, 19 Nuno Valente, 28 Anichebe

Skład Arsenalu: 24 Almunia - 03 Sagna, 05 Toure, 10 Gallas, 22 Clichy - 13 Hleb (82 Diarra), 04 Fabregas (88 Rosicky), 16 Flamini, 02 Diaby, 26 Bendtner, 09 Eduardo (74 Adebayor)
Ławka rezerwowych: 01 Lehmann, 06 Senderos, 07 Rosicky, 08 Diarra, 25 Adebayor
własne

Podyskutuj o tym na forum dyskusyjnym




zobacz aktualności na temat:
oceń tego newsa:
Tylko dla zarejestrowanych i niezablokowanych użytkowników serwisu!


-Zobacz także:
-Oceny SkySports: Arsenal 3:0 Newcastle
SkySports / 31.08.2008; 08:57
-Wenger po meczu z Newcastle
Arsenal.com / 30.08.2008; 22:30
-Trzy punkty dla 'Kanonierów' - Arsenal ogrywa Newcastle!
własne / 30.08.2008; 19:29
-Skomentuj artykuł:

Tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu!

-Komentarze użytkowników (313):
-
RaIbeN; użytkownik komentarzy: 97 newsów: 0
29.12.2007; 21:45
swoją drogą to Eduardo a nie Adebayor przy pierwszej bramce ale mniejsza o to... ale już nie bądź martin93 taki obiektywny bo Arsenal nie jest na szczycie tabeli bo miał szczęście
-
Maris228; użytkownik komentarzy: 2051 newsów: 0
29.12.2007; 21:44
martin93 chyba nie oglądałeś 1 strzeli eduardo tez
-
polandblood; użytkownik komentarzy: 1723 newsów: 1
29.12.2007; 21:42
bylem z ciekawosci na menusite i zoaczbylem ze jest wiele komentarzy kibicow Arsenal.Taka rade wam dam. Wezcie tam nie wchodzcie na ten syf i nie traccie czsu na komentarze tego lipnego teamu,bo kazdy wie za Arsenal jest najlepszy,Ronaldo jest panienka z wiadrem zelu na wlosach i tyle.Nie komentujcie bo sie chloapki poplacza i beda placzace dzieci neo. pozdro xD
-
Eduardo15; użytkownik komentarzy: 880 newsów: 5
29.12.2007; 21:42
Arsenal w tym meczu pokazał Nam się w zupełnie innym stylu. Nie grali podaniami zyskując przewagę posiadania piłki. Podań było mało. Więcej było szybkim akcji podanie-strzał. Wolę tamten dawny styl Arsenalu niż ten ale ten również okazał sie skuteczny choć bramki wpadały w dużej mierze po błędach defensywy Evertonu.
-
martin93; użytkownik komentarzy: 674 newsów: 0
29.12.2007; 21:40
jakbym miał być obiektywny to mieliśmy dużo szczęścia równie dobrze mogło być 1:0 dla evertonu bo :
1 gol-piłka leci przez całe boisko dostaje adebayor i strzela farfocla.....
2 też taka bramka strzelona dzięki szczęściu
3 błąd obrońcy i bramkarza evertonu
4 no całkiem niezła akcja ale gdyby była ona wcześniej to ne rozgrywałby adebayor tak spokojnie tej piłki

swoją drogą zauważyłem że "Rosa" strzela tylko w meczach o pietruszkę albo dobija przeciwnika....szkoda :/
-
Fabregas19; użytkownik komentarzy: 4111 newsów: 8
29.12.2007; 21:38
No i jescze Manchester przegrał hahahah,super
-
Matii; użytkownik komentarzy: 451 newsów: 0
29.12.2007; 21:34
I znow jestesmy na fotelu lidera:)
-
martin93; użytkownik komentarzy: 674 newsów: 0
29.12.2007; 21:32
jakbym miał być obiektywny to mieliśmy dużo szczęścia równie dobrze mogło być 1:0 dla evertonu bo :
1 gol-piłka leci przez całe boisko dostaje adebayor i strzela farfocla.....
2 też taka bramka strzelona dzięki szczęściu
3 błąd obrońcy i bramkarza evertonu
4 no całkiem niezła akcja ale gdyby była ona wcześniej to ne rozgrywałby adebayor tak spokojnie tej piłki

swoją drogą zauważyłem że "Rosa" strzela tylko w meczach o pietruszkę albo dobija przeciwnika....szkoda :/
-
Fallwacs; użytkownik komentarzy: 20 newsów: 0
29.12.2007; 21:31
Odnośnie wypowiedzi Szefa:
Całkowicie się z Tobą zgadzam. I to nie tylko tyczy się Cesca, bo np. Hleb, Flamini, Bendtner, Diaby (który za bardzo chciał grać samodzielnie) też nic ciekawego nie pokazali.
Gdyby Everton śmigał w 11 (wydaje mi się, że Atkinson odrobinę niesprawiedliwie postąpił wywalając Arteta(?) z boiska) ostatnie minuty mogłyby wyglądać nieco inaczej.
-
ezekiel; redaktor komentarzy: 380 newsów: 181
29.12.2007; 21:31
powiem wam ze mecz rozgrywany byl na strasznie niskim poziomie a nasze bramki to w wiekszosci padaly po bledach defensywy Evertonu a nie z naszej gry, jednak najwazniejsze ze wygralismy i to sie liczy ze jestesmy liderem, kazdemu zdarzaja sie slabsze momenty lecz trzeba umiec sobie z nimi radzic a nie tak ja w meczu z Porstmouth od razu besztac zawodnikow ale wierzyc w nich...