homemailmap
kanonierzy
Goalkick.pl

Raport pomeczowy

Arsenal Londyn - Everton FC [1:0]

(04.05.2008; 14:30)

Arsenal po słabym spotkaniu na Emirates Stadium pokonał drużynę Evertonu 1:0. Jedyną bramkę dla 'Kanonierów' w tym meczu zdobył Nicklas Bendtner.

Pierwsza połowa spotkania nie należała do emocjonujących, a tempo gry nie było zbyt szybkie. Zabrakło w niej przede wszystkim dobrych sytuacji strzeleckich. Arsenal oddał w niej 7 strzałów, z czego tylko jeden był uderzeniem w światło bramki. Everton oddał 4 strzały, z czego 2 były celne. Dobrymi interwencjami popisał się w Łukasz Fabiański, który uratował swoją drużynę przed stratą gola.

Obie drużyny rozpoczęły grę spokojnie. Arsenal wystąpił dziś w dość okrojonym składzie, w którym zabrakło Fabregasa, Flaminiego i Hleba. Arsenal pierwszą groźną akcję stworzył dopiero w 14. minucie. Theo Walcott oddał wówczas dobry strzał z okolicy 16 metrów, ale piłka przeleciała obok prawego słupka bramki Tima Howarda.

W 18. minucie z prawej strony na głowę Gilberto Silvy dośrodkowywał Nicklas Bendtner. Zagranie nie było jednak precyzyjne i Brazylijczyk zdołał tylko oddać niecelny strzał. W 27. minucie bardzo groźnie było pod bramką Fabiańskiego. Sam na sam znalazł się z nim Andrew Johnson. Fabiański nie dał się zaskoczyć i popisał się swietną interwencją, wybijając stopą piłkę na rzut rożny. Manuel Fernandes dośrodkowywał wówczas z prawej strony, główkował Joleon Lescott, ale ponownie Fabiański zatrzymał dostęp futbolówki do bramki Arsenalu.

W 32. minucie spotkania bliski zdobycia pierwszej bramki był Eboue, który oddał strzał z ostrego kąta z prawej strony. Piłka jednak ominęła bramkę i przeleciała obok lewego słupka.

W doliczonym już czasie gry Arsenal stworzył jeszcze jedną groźną akcję. Z prawej strony dośrodkowywał Eboue, a z odległości 5 metrów główkował Adebayor. Piłkarz był jednak powstrzymywany przez obrońcę Evertonu i nie mógł oddać precyzyjnego strzału, przez co piłka po jego uderzeniu przeleciała obok lewego słupka bramki Howarda.

Na początku drugiej połowy wydawać się mogło, że dostarczy nam ona więcej emocji niż pierwsza, gdyż Arsenal przycisnął nieco drużynę 'The Toffees' i nie opuszczał ich połowy. Skończyło się jednak na kilku nieskładnych akcjach i zaczęło się dziać dokładnie to samo, co w pierwszej połowie, czyli kompletnie nic.

W 69. minucie spotkania Arsene Wenger przeprowadził dwie zmiany. Boisko opuścił dobrze spisujący się dziś Łukasz Fabiański, a jego miejsce zajął Jens Lehmann. Wygląda na to, że Wenger chciał potraktować ten mecz jako spotkanie pożegnalne dla Niemca. Boisko opuścił także Kolo Toure, a jego miejsce zajął Armand Traore.

Pierwszy strzał Arsenalu został oddany dopiero po 30 minutach od rozpoczęcia drugiej połowy! Uderzał wówczas Eboue. Strzał był tak niedokładny, że ciężko stwierdzić, czy był to strzał, czy dośrodkowanie.

W 77. minucie spotkania stało się to, na co wszyscy fani czekali od ponad godziny. Bendtner odegrał piłkę do wybiegającego lewą stroną Traore, ten popędził w kierunku linii i dośrodkował piłkę na piąty metr pola karnego. Tam znalazł się Bendtner, który celnym strzałem z główki umieścił futbolówkę w siatce.

10 minut później wydawało się, że biegnący lewą stroną Traore poprowadzi akcję dalej i będzie dośrodkowywał. Francuz oddał jednak strzał, który był bardzo niecelny. W 87. minucie boisko opuścił Adebayor, a jego miejsce zajął Philippe Senderos.

Arbiter doliczył 3 dodatkowe minuty, podczas których nie wydarzyło się nic ciekawego i całe spotkanie zakończyło się skromnym zwycięstwem Arsenalu 1:0. Jeżeli tak miałaby wyglądać gra wygrywającego Arsenalu, to ja zdecydowanie wolę ten remisujący Arsenal.