Raport pomeczowy
Wigan Athletic - Arsenal Londyn [0:0]
(09.03.2008; 17:00)Po 90 minutach spotkania między Wigan Athletic i Arsenalem Londyn na JJB Stadium żadna z drużyn nie zdołała strzelić bramki. Po znakomitym futbolu, jaki pokazał Arsenal na San Siro ten mecz był jedynie cieniem tamtego spotkania, choć nawet i to określenie jest przesadzone w tym przypadku. Ten mecz w wykonaniu Arsenalu był po prostu niesamowicie słaby. 'Kanonierzy' nie pokazali niczego, co mogliśmy oglądać tydzień temu na San Siro, a co najważniejsze, Arsenal stracił kolejne ważne 2 punkty, a łącznie już 6 punktów w 3 ostatnich spotkaniach.
Arsenal rozpoczął spotkanie w szybkim tempie, a pierwszą akcję ofensywną mieliśmy okazję oglądać już w 1. minucie spotkania. Fabregas posłał prostopadłą piłkę w kierunku pola karnego Wigan do Adebayora, ale uderzenie Togijczyka nie było na tyle silne, aby pokonać stojącego dziś między słupkami Wigan Chrisa Kirklanda.
W 5. minucie spotkania ponownie dobrą sytuację miał Adebayor, który urwał się obrońcom i wbiegł w pole karne. Jego strzał został jednak zablokowany przez Mario Melchiota i piłka opuściła boisko.
Po pierwszych 10 minutach gry tempo gry nieco opadło. Mieliśmy okazję oglądać chaotyczną grę Wigan w środku pola, przeplataną kilkoma niecelnymi podaniami Arsenalu także w środku boiska. Skrzydłami próbowali atakować Sagna i Bendtner, ale akcje te kończyły się przeważnie złapaniem piłki przez Kirklanda.
W 25. minucie Nicklas Bendtner otrzymał żółtą kartkę za rzekomy faul na Jasonie Koumasie. Duńczyk wybijał piłkę przepisowo, jednak Rob Styles dopatrzył się w tym zagraniu przewinienia i ukarał zawodnika pokazując mu żółty kartonik. 10 minut później kolejną akcję ofensywną rozprowadził Fabregas, który próbował uderzać z dystansu. Nie znajdując jednak miejsca do strzału oddał piłkę Clichy'emu, który dośrodkował w pole karne. Piłkę główkował Fabregas, jednak strzał nie był silny i Chris Kirkland nie miał problemów ze złapaniem piłki.
Drugą połowę obie drużyny rozpoczęły w takim samym zestawieniu. Pod bramką Kirklanda groźnie zrobiło się w 48. minucie. Emmanuel Adebayor oddał bardzo dobry strzał z woleja z odległości 16 metrów, jednak skierowany był on prosto w bramkarza, przez co stojący w bramce Kirkland nie miał problemów ze złapaniem piłki.
Kolejny strzał na bramkę mogliśmy oglądać dopiero po 10 minutach od tej akcji. Nie był to jednak strzał na bramkę Kirklanda, lecz Almunii. Strzelał wówczas z 15. metrów Jason Koumas, ale bardzo dobrze zachował się w obronie William Gallas blokując strzał i wybijając piłkę na rzut rożny.
W 60. minucie żółtą kartką został ukarany drugi zawodnik Arsenalu, a mianowicie Gilberto Silva, który faulował Wilsona Palaciosa, gdy ten ruszył z piłką by wyprowadzić kontrę po nieudanej akcji Arsenalu. Arsenal dalej prezentował mnóstwo nieskutecznych podań, czego skutkiem była odważna gra Wigan i piłka coraz częściej znajdowała się na połowie Arsenalu.
W 64. minucie Arsene Wenger zdecydował się na podwójną zmianę. W tej dość wcześnie jak na francuskiego menedżera zmianie boisko opuścił Gilberto Silva, który był przez całą godzinę prawie niewidoczny na boisku, a jego miejsce zajął Kolo Toure. Z boiska zszedł także Nicklas Bendtner, a jego miejsce zajął Robin van Persie, który powrócił do gry po długiej przerwie spowodowanej kontuzją.
W 75. minucie na 25. metrze od bramki Kirklanda sfaulowany został Flamini. Rzut wolny wykonał van Persie, który 10 minut temu pojawił się na boisku. Holender uderzył mocno, jednak piłka poszybowała ponad bramką Wigan. 5 minut później ponownie groźnie zrobiło się pod polem karnym Wigan, gdyż do środka ładnie zszedł van Persie, po czym oddał z odległości 20 metrów strzał. Nie było to jednak celne uderzenie i piłka jak przed pięcioma minutami poleciała ponad poprzeczką bramki Kirklanda.
Dalsza część spotkania to nieudolne próby ataku zawodników Arsenalu, którzy wyraźnie nie umieli się odnaleźć na JJB Stadium.
Można by dziś ponarzekać na murawę, która na JJB Stadium wyglądała dziś strasznie. Ale to nie jest żadna wymówka. Arsenal zagrał dziś słabe spotkanie, a gra jak w kalejdoskopie, czyli pokonanie najlepszego klubu w Europie, a następnie remis z drużyną, która broni się przed spadkiem w lidze z pewnością nie może podobać się kibicom. Nasuwa się jedno zasadnicze pytanie: Dlaczego Arsenal tak gra?







































